Henna z drogerii

Moje serce się cieszy- henna i naturalna pielęgnacja przechodzą do drogerii! Wiem, że nie jest to nowa koncepcja, bo takie rzeczy obserwujemy już od kilku lat- widzimy w małych sklepach firmę ELD, w sieciowych drogeriach zdarza się Venita. Od niedawna w Naturze możemy spotkać hennę firm SATTVA i Orientana, a w sklepach zielarskich od dawna króluje Khadi. Zioła są dość łatwo dostępne (pomijając buble, o których mówiłam poprzednio), chociaż wciąż straszą sposobem przygotowania (a nie powinny!), glonem i innym przesuszem.

Do tej pory jednak czołowe marki, a także fryzjerzy byli przeciwni naturalnemu farbowaniu włosów. Kampania L’Oreal dała nam do zrozumienia, że marka nie popiera naturalnych metod dbania o włosy, a fryzjerzy zawsze grożą glonem i mówią, że henna włosy oblepia. Dużym zaskoczeniem było więc, kiedy L’Oreal ogłosił, że wypuści linię ziołowych farb- a konkretnie henny, cassi i indygo do użytku w salonach fryzjerskich, o czym mówiła na kanale Agnieszka z wwwlosy to powiedzmy, że wszyscy byli zdziwieni. Tak samo, jak dziwi oferta farbowania henną w salonie fryzjerskim, lub kiedy jakiś fryzjer nie krzyczy, że henna to zło.

Henna mainstreamowa w rzeczywistości

No dobrze, ale henny z L’Oreala w sklepach nie widać, a firmy, o których wspominałam wyżej, są raczej ograniczone do dystrybucji polskiej. Międzynarodowo znajdziemy dobrej jakości ziółka prosto od dostawców, ale też mieszanki domieszkowane. W Anglii czy Stanach znajdziemy też hennę firmy Lush w formie twardego klocka, który należy rozpuścić w celu użycia. Nie jest to czysta henna, ale w porównaniu z dodatkiem PPD, z chęcią przeżyję olej w hennie. Aczkolwiek firma Lush oferuje nam ograniczoną ilość kolorów i np. w Polsce jest to bardzo mało popularna firma, żeby można było mówić, że każdy może jej użyć… Ale!

Dzisiaj na grupie WŁOSING znalazł się post informujący o tym, że we Francji dostać można hennę firmy Garnier- Garnier Color Herbalia. No i to jest już informacja, która mnie cieszy. Akurat Garniera to można znaleźć wszędzie, dodatkowo ten produkt już jest na półce, gotowy do sprzedaży i wypróbowania. Z posta dowiedziałam się, że mamy do wyboru całkiem ładną gamę od blondów po czerń poprzez rudości. Cena oscyluje w granicach 13 Euro, a skład jest taki, jak widać na załączonym zdjęciu.

I wiecie co? Mnie to cieszy. Cieszy mnie, że obok farb chemicznych z kiepskim składem, składnikami utleniającymi, stwarzającymi poważne zagrożenie dla zdrowia naszych włosów (tu włącz dramatyczną muzykę filmową) klient drogerii może znaleźć farbę ziołową bez nadmiaru składników syntetycznych „polepszających” i po nią sięgnąć.

Ale tam jest olej, a jak jest olej, to źle!

Owszem, w składzie nowej farby ziołowej Garniera znajdziemy olej. Nawet całkiem sporo oleju, tuż po hennie. Oleje „spożywcze”, olejki eteryczne. Oczywiście w ortodoksyjnym podejściu do używania henny, dodatek olejów spożywczych do mieszanki jest równy z pogorszeniem barwienia naszego zioła. Olejki eteryczne stosowane są bardzo często w celach aromatycznych, ale również poprawiają działanie zielska.

Co uważam o takim miksie? Myślę, że producent dobrze przemyślał sobie tę sprawę. Po pierwsze, klient w drogerii szuka czegoś szybkiego, a przy okazji działającego, a od niedawna również naturalnego. Jeżeli miałby na celu czystą hennę do przygotowania samemu, to popatrzyłby na pudełko i stwierdził, że jednak woli swój sprawdzony proszek. Niedoświadczony klient natomiast będzie szczęśliwy, że w składzie tego, co ma w rękach w końcu są nazwy, które jest w stanie wymówić i wie, co oznaczają.

Po drugie oleje spożywcze pomogą na pewno w polepszeniu stanu włosów po zabiegu- zupełnie jak w hennie od firmy Lush. Jasne, działanie zioła będzie przytemperowane, ale tworząc dany kolor producent na pewno wziął na to poprawkę. Zakładamy więc, że biorąc z półki produkt, otrzymujemy to, co obiecuje producent- i cóż, że z tą ilością henny moglibyśmy mieć coś lepszego? Dostajemy gotowy produkt, z gotowymi instrukcjami i jeszcze nas nie wysuszy na wiór.

Trwałość wydawała się chyba największym problemem ludzi na grupie. Tak, olej w mieszance pogarsza trwałość zioła. Ale przypomnijmy sobie, jak często słyszymy, że ktoś „farbował 4 lata henną, na początku miał takie ładne rude, a teraz są brązowe”. W przypadku specyfiku, który się regularnie wypłukuje, przy farbowaniu całości włosów kiedy należy zafarbować odrost, mamy pewność, że farbując przez 4 lata tą samą farbą kolor będzie taki, jak zapowiada producent. Bo producent robi jak najwięcej roboty za użytkownika, żeby utrzymać swój wizerunek wobec większości nowych klientów.

Do czego się toto nadaje?

Na początek może powiem krótko o moim doświadczeniu z grupą Henna for Hair. Dziewczyny mają tam niesamowite włosy. Henna pięknie im łapie, siwe też, farbują długo i mają ogniste rudości i głębokie mahonie. Bardzo często czytam, że ktoś dodał do henny odżywkę, olej, zmył szamponem, nałożył odżywkę. I wiecie co? Żyją. Mają się dobrze. I włosy mają ładne. I nie ma tragedii, że komuś coś nie farbuje. Jestem w 100% świadoma, że bardzo często ludziom takie coś nie łapie. Że coś jest nie tak, kolor nie ten, spiera się. Wiem, ale chcę Wam tylko uświadomić, że takie farbowanie istnieje, ma sens i wiele osób z powodzeniem takie praktyki stosuje i jest szczęśliwa z używania henny.

Henna zaprezentowana przez Garniera po pierwsze wydaje się świetnym wynalazkiem do odświeżania tego, co mamy już na głowie. Mieszanka ziół i olejów oraz dobranej odżywki brzmi jak dobra baza do stworzenia sobie glossa (dla przypomnienia: taka mieszanka koloryzująca, która odświeża jedynie kolor). Przez obecność olejów kolor nie będzie łapał tak intensywnie, ale spodziewałabym się, że wciąż będzie taki, jak reklamuje producent.

Dla początkujących nie oczekujących cudów, pragnących drogeryjnej alternatywy dla czystej henny i osób, które boją się, że mieszanka za bardzo im ściemnieje. Podejrzewam, że to, co oferuje nam Garnier może być łatwiejsze w obsłudze, niż zazwyczaj bywa henna- więc jeżeli boicie się, że macie dwie lewe ręce, może to będzie opcja dla Was.

Podsumowując zalety produktu- dostępność (miejmy nadzieję), łatwość w przygotowaniu (prawdopodobnie), brak ciemnienia, spowodowany wypłukiwaniem się koloru (zasługa olejów), spora gama kolorystyczna (osiągnięta mieszanką henny, cassi i INDYGO!) no i brak sztywności/przesuszu dzięki zastosowaniu olejów, co dla użytkownika niedoświadczonego może być bardzo ważne. Ogólnie ten eksperyment ma szansę się udać. Naprawdę. Nikt mi nie płaci, ja po prostu się bardzo cieszę, że coś takiego się pojawia na rynku i ktoś stwierdził, że na tym zarobi.

Warto również zauważyć, że producent wynalazku nie nazywa henną- tylko ziołową farbą. Garnier otrzymuje ode mnie za to owacje na stojąco, DZIĘKUJĘ!

Jakie mogą być z tym czymś problemy?

Przede wszystkim INDYGO w mieszankach typu blond, brąz, czerń. Indygo ma to do siebie, że kolor zostaje na długo na włosach i później odwdzięcza nam się glonem, jeżeli chcemy go rozjaśnić. Należy więc dokładnie czytać składy, jeżeli planujemy zmianę koloru z brązu na blond, bo bez glona się nie obejdzie.

Trwałość spowodowana zawartością olejów. Taka henna będzie się na włosach trzymać, da im odżywienie i kolor, ale może mieć trwałość porównywalną z innymi farbami drogeryjnymi. Są tego plusy- na przykład farbując jednym kolorem 4 lata nie zaczniemy z płomiennym rudym kończąc na ciemnym brązie, jak to bywa w przypadku czystej henny. Ale mityczna niezmywalna trwałość zielska na tym traci.

Nie wiem też, czy konsument, do którego kierowany jest produkt ma całkowitą świadomość kilku rzeczy:
1. Henna/cassia/cokolwiek nie rozjaśnia włosów. Mieszanka blond nie wyjdzie na brązie.
2. Indygo nie rozjaśniamy, bo wychodzi glon.
3. Ogólnie jaśniejsze kolory nie wyjdą na kolorach ciemniejszych.
4. Romans z henną jest raczej długoterminowy i nawet oleje mogą tutaj nic nie wskórać.

Co mówi producent? + fakty o produkcie

Nie miałam opakowania w łapkach, oglądałam pudełko na grupie, analizowałam skład. Widziałam też kilka artykułów, na przykład ten, ten i ten.

Nazwa produktu: Garnier COLOR herbalia
Cena: Około 13€
Kolory: 10 rodzajów, od naturalnego blondu, przez rudy, brązy i czarny.
Skład: henna, cassia, indygo, oleje spożywcze, olejki eteryczne oraz emulgatory i woda w odżywce.
Opakowanie: Tekturowe, zawierające paczkę z proszkiem, rękawiczki, czepek, instrukcję i odżywkę
Sugerowane użycie: Producent informuje o konieczności zrobienia testu 48h przed farbowaniem, zaleca mieszanie z ciepłą wodą niemetalicznymi narzędziami na suche lub mokre włosy. Jedną paczkę rozrabia z około 240 ml do rozrobienia grudek i sugeruje nakładanie od razu na głowę i pozostawienie na 60 minut. Po zmyciu mieszanki zaleca zastosowanie dołączonej odżywki.
Plusy wymienione przez producenta: produkt roślinny, daje wyjątkowe, naturalne rezultaty zależne od naszego koloru włosów i sposobu, w jaki henna utleni się na naszych włosach, uważa, że formuła jest wegańska a całość jest łatwa w recyklingu. Dodatkowo mówi o swoim produkcie, że to nie tyle farbowanie, co terapia dla piękna włosów, tłumacząc obecność olejów i odżywki.

Produkt jest nazwany również innowacją i producent zapewnia, że produkt jest prosty w obsłudze. Obiecuje również, że formuła nie uszkadza włosów, a kolor jest żywy i trwały. Na oficjalnej stronie znajdziemy oprócz suchych faktów film instruktażowy z metodą mieszania i nakładania pasty hennowej i możemy zauważyć, że proszek wydaje się być ładnie zmielony i tworzyć bardzo ładną pastę.

Co myślę o Garnier color Herbalia?

Niestety w materiałach na stronie nie znajdziemy informacji o glonie wynikającym z rozjaśniania indygo, a szkoda, bo wiele kolorów posiada je w swoim składzie. Sposób przygotowania i nakładania wzbudza zapewne negatywne odczucia w oczach osób, które używają henny od dawna. To samo tyczy się składu, zastosowania odżywki po dokonanej koloryzacji.

Ale ja mimo wszystko mam ciepłe odczucia względem tego produktu, bo dla mnie zapowiada jakąś zmianę w myśleniu. Mam nadzieję, że na lepsze i mam nadzieję, że więcej osób zainteresuje się naturalnymi metodami koloryzacji. Głównie ze względu na pozytywne efekty, jakie mają one na włosach, a nawet więcej: brak tych negatywnych. Jeżeli taka duża marka odniesie sukces ze swoim produktem, to istnieje ogromna szansa, że inne pójdą w jej ślady.

Oby tylko ludzie nie zaczęli rozjaśniać indygo.

Jestem w fazie prób sprowadzania chociaż jednego produktu w celu przetestowania, bo niesamowicie mnie ciekawi to, jak będzie się produkt zachowywał w rzeczywistości.
Chciałabym z tego miejsca podziękować lekcjom francuskiego, bo dzięki nim wiem, co czytałam. Nadal nie lubię tego języka. Ale przydaje się.
Zdjęcia składu pochodzą z grupy WŁOSING, screeny opakowań i kolorów ze strony oficjalnej Garnier Herbalia, a screen zawartości pudełka z filmu instruktażowego i nie są moją własnością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.